-

smieciu

Trochę filozoficznych rozważań o Brexicie

Notka Magazyniera sprawiła że zacząłem pisać komentarz ale stwierdziłem że chyba lepiej zrobić nowy wpis gdyż jego temat zaczął odchodzić od Brexitu.

Magazynier przytoczył jakąś dyskusję gdzie ktoś tam zaczął udawadniać że po Brexicie będzie gorzej. Faktem jest że argumenty są naciągane że chodzi jedynie o sianie niepewności i strachu przed Brexitem. Bo tak na logikę to po Brexicie w sumie powinno być lepiej. Choć ktoś w sumie mógłby zadać sobie pytanie: skoro lepiej być poza UE to czemu z niej nie występujemy? Ale jest jeszcze ważniejsze pytanie czyli co to znaczy lepiej?

W tekście Magazyniera mowa jest o bankach, o londyńskim City. Tylko jaki w ogóle jest sens dyskutować co będzie dla nich lepsze skoro kto jak kto ale oni chyba wiedzą to lepiej? Tyle się coryllus narozpisywał w swoich książkach i na blogu że oni raczej dobrze wiedzą co robią. I ja się z tym zgadzam. Sądzę też że skoro przez setki lat wiedzieli co dla nich jest dobre to wciąż posiadają umiejętność stwierdzenia czy Brexit jest dla nich dobry czy nie... Dlatego też jak wspominałem, uważam za dziwne przedłużanie Brexitu. Skoro miałby być dla nich dobry to na co zasadniczo czekać? Tu nie ma wielkiej filozofii. Skoro na niego postawiono, a musiało być to City (bo kto?) to przecież z konkretnym planem.

I pewnie taki jest plan, dzięki któremu będzie lepiej. Tylko co to znaczy lepiej właśnie? Lepiej dla kogo? Dla City? Dla Wielkiej Brytani (tzn?) czy lepiej dla brytyjskiego ludu, którego uwiedzenie stało się zadaniem Johnsona? Ludzie jakoś łatwo utożsamiają te rzeczy. Ale w sumie dlaczego? Czemu mamy zakładać że lepiej dla City (i państwa czy imperium) ma oznaczać lepiej dla ludu? Przecież historycznie patrząc to Angole zbudowali swoją potęgę trzymając zawsze, zdecydowanie i twardo lud za ryja. Jak można wnioskować z tekstów coryllusa. Od którego (i nie tylko) możemy dowiedzieć się o działaniu brytyjskiego prawa i jego aparatu sądowniczego (szybki, sprawny i brutalny)  czy administracji. Gdy była potrzeba to lud prządł. Gdy była potrzeba to urządzano łapanki na załogi statków. Gdy była potrzeba to ograniczano pensje do odpowiedniego pułapu. Te działania dały potęgę Imperium. Lud trzymany za mordę sprawiał że nie było problemów wewnętrznych. A to jest klucz do sukcesu. Weźmy np. te pensje. Po tym jak Margaret Thatcher, po raz kolejny wskazała ludowi miejsce w szeregu podczas transformacji gospodarki, lud paręnaście lat temu odbił i znów miał szansę na te wyższe pensje ale znów imperium interweniowało ściągając np. Polaków. Tania siła robocza, sprowadziła tubylczy lud do zadanego poziomu i standardowo machina państwowa działa zgodnie z zadanym programem.

Dlatego właśnie naprawdę zastanowiłbym się głęboko na miejscu wszystkich analityków problemu, co to znaczy lepiej. W istocie. Nie ma żadnego powodu by sądzić że z automatu że lepiej dla państwa znaczy lepiej dla ludu. Czy dobre jest dla ludu nachalne promowanie LGBT? Państwowa promocja seksizmu dla dzieci w szkołach? Czy dobra jest imigracja i jej ubogacanie kulturowe? Jak właściwie potraktować Wielką Brytanię z jej najstarszą w Europie tradycją walki z katolicyzmem? Jak traktować zwiększanie sił policyjnych i inwigilacji (podobno Londyn jest najbardziej okamerowanym miastem świata). Czy garść funtów, czasem „za darmo”, które w UK dostaje Polak lub Angol, ma przesłonić całą resztę tak jak pisowskie 500+?

Jak w istocie potraktować te i szereg podobnych działań państwa? Komu mają służyć? Czemu? Jak właściwie zinterpretować tą propagandę pedalstwa oraz edukacyjnej nędzy, którą zajmuje się państwo? Czy możemy po takich zjawiskach sądzić że państwo chce lepiej?

Jakoś tak się złożyło że zawsze w dyskusjach lepiej oznacza kasę. Warto zauważyć że taką postawę przyjmują praktycznie wszyscy. Lawacy, PiSowcy, Katolicy. Bez różnicy. Interesujący jest ten rzeczywisty w praktyce zanik ideologicznego sporu. Lepiej oznacza po prostu kasę. Co zresztą jest tak wygodne dla władzy. Czy ważne jest że  żywimy się coraz nędzniejszej jakości żywnością (ale tańszą?) czy ważne jest że rząd obniża normy promieniowania elektromagnetycznego (skądś przecież się wzięły)? Poziom edukacji? Itd. Fascynujące jest że właściwie pod żadnym względem ani nasz ani angolski rząd nie robi lepiej. Poza tym jednym względem, którym jest kasa (bardzo iluzoryczna tak naprawdę).

Co zostaje odrzuciwszy kasę? To że może rząd tak naprawdę nie chce lepiej? Że nigdy, zwłaszcza angolski, tak naprawdę nie kierował się tym pytaniem. A skoro tak to czemu w rozważaniach o Brexicie w ogóle poruszać tą kwestię? A jeśli już to czy nie należałoby poważnie zdefiniować co to znaczy lepiej albo wręcz najpierw w ogóle się zastanowić czy rząd chce lepiej.

Może chce by było gorzej?

Ktoś może powiedzieć że Brexit to sprawa geopolityczna. Ale bądźmy szczerzy. Gdzie tu geopolityka? Czy ludziom z City czegoś brakuje? Czy do Londynu jak zawsze, jak ćmy do światła nie ciągnie bogactwo? Kto i na jakiej zasadzie w ogóle stwierdził że Londyn cokolwiek w UE tracił? Podobno Niemcy są złe. Tak słyszałem ale nie bywałem ale z opowieści nie mam żadnego powodu sądzić że Angole, ci co się liczą, mają mniej kasy niz Niemcy. Przeciwnie. Jeśli słyszy się o władzy, o naprawdę ociekającym złotem bogactwie to zawsze staje przed oczami Londyn i City.

Ok nie obracam się w środowisku władzy i wielkiej kasy ale z drugiej strony też trochę się nasłuchałem jak jest w tych Niemczech, które podobno tak uwierają Londyn. Że mieszkania są drogie. Że Niemcy pracują często na pół etatu. Że młodzi chlają piwsko nie widząc nadmiernych perspektyw. Że są ci imigranci. No ogólnie ci starzy mają się jeszcze nieźle, emeryturki, socjal. Ale ci młodzi mają mniej różowo. Tych to Niemiec boi się Londyn?

A może się nie boi? W takim razie po co Brexit? Może jednak warto wrócić do problemu LGBT, do seksizmu, imigracji i inwigilacji. Może ideą Brexitu w ogóle nie jest żadne lepiej. Że nie ma żadnych podstaw myśleć że ktoś tam myśli w ogóle takimi kategoriami. Że tak na logikę może lepiej uznać że nie chodzi o lepiej ale właśnie o gorzej. Że taki jest plan i nie jest on żadnym planem geopolitycznym ale socjologicznym. Bo jakoś tak się składa że wszystkie te społeczne procesy przebiegają na świecie tak samo niezależnie od lokalnego kolorytu władzy. Co dość mocno sugeruje że władza na świecie nie ma między sobą sprzeczności ale raczej wiele punktów zgodnych.

Na koniec kolejny raz przypomnę. Wrócę do tekstu, którym tutaj zadebiutowałem. Managment of Expectations. To w tym zakresie przechodził szkolenia Morawiecki. I Merkel jak można wnioskować. I wielu innych gdyż trudno uznawać by nasz premier dostąpił wyjątkowego zaszczytu. Może tutaj jest klucz do Brexitu i tego co właśnie nadchodzi. Morawiecki wyraźnie stwierdził że oczekiwania mają być niższe. A to zdecydowanie nie sugeruje że ma być lepiej. A ja sugeruję wziąć to na serio.

Kasa. Jedyne co dla wszystkich w praktyce się liczy. 500+ itd. nie oznacza lepiej. Nie ma powodu by to oznaczała. Nie ma przede wszystkim powodu by ktoś ją komuś dawał. Za darmo. Dlatego nikt też jej nie daje. Nigdy tak nie było. Władza kupuje. Głosy i całą tą niematerialną resztę bo materialnie ma wszystko. I nie może powolić by tą materialność, która daje władzę w tym świecie bez wartości i idei posiadł także lud. Władza nie ma powodu by robić lepiej. I nie zrobi tego.



tagi:

smieciu
27 lipca 2019 00:30
11     1093    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Szczodrocha33 @smieciu
27 lipca 2019 00:53

Brexit nastapi poniewaz Brytyjczycy zobaczyli w co po latach przeksztalcila sie "zjednoczona" Europa. Zamiast zdrowej EWG mamy praktycznie IV Rzesze - biurokratycznego molocha, realizujacego interesy Niemiec.

Mysle, ze to moze byc poczatek konca Unii. Wlochy coraz bardziej brykaja, wiec moze byc kolejny exit po pewnym czasie.

A co do programu 500+ to polecam ciekawy artykul, tutaj link:

https://independenttrader.pl/jakie-skutki-przynioslo-500.html

Tylko krotki ale wymowny fragment tekstu:

"W tamtym okresie [2016] wskaźnik dzietności w Polsce wynosił 1,3. Innymi słowy na każdą kobietę w wieku 15-49 lat przypadało 1,3 dziecka. Ze słów Rafalskiej jasno wynika, że celem było zbliżanie się do wskaźnika na poziomie 2. Przypomnimy tylko, że poziom 2,1 oznacza zastępowalność pokoleń, czyli liczba ludności utrzymuje się na podobnym poziomie.

...Pierwszy efekt był widoczny – wskaźnik wzrósł do 1,45 w 2017 roku. Od tamtego momentu aż do dziś nie zanotowaliśmy jednak jakichkolwiek zmian. W tym czasie Rafalska kilkukrotnie stwierdziła, że program osiągnął zakładane cele, ale jak wszyscy wiemy, wcale tak nie było.

...Z danych brytyjskiego urzędu statystycznego wynika, że w 2015 roku na jedną Polkę mieszkającą w Wielkiej Brytanii przypadało 3,3 dziecka. Nie ma sensu porównywać tego z Polską, gdzie nawet po wydaniu dziesiątek miliardów na 500+ wskaźnik ten wzrósł do 1,45.

....Można więc powiedzieć, że różnice w udogodnieniach dla rodzin w Polsce i Wielkiej Brytanii stają się coraz mniejsze, za to prawdziwą różnicę robią niskie podatki oraz przejrzyste i stabilne prawo. W tym aspekcie od Brytyjczyków dzieli nas prawdziwa przepaść, co potwierdza zresztą liczba osób, które za naszym pośrednictwem zakładają spółki w Wielkiej Brytanii."

Warto przeczytac caly tekst, polecam.

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

onyx @smieciu
27 lipca 2019 01:50

Nie sądzę żeby władze WB chciały jakoś drastycznie obniżyć poziom życia swoim obywatelom. Ot wyciągnęły z UE ile się dało w tym tanią siłę roboczą, przeliczyli koszty i wyszło im, że na swoim będzie już taniej. A przeciąganie liny to wycinanie resztek z systemu i polityka choć socjale mogą przyciąć ze względu na ilość cudzoziemców. U nas to raczej klimat równości socjalistycznej dominuje plus uszczelnianie systemu. Spółki skarbu państwa wykazują skokowe wzrosty bo kasa zostaje a nie jest transferowana gdzieś w kosmos. Zmiany, które obserwujemy mogą być rozpisane na długie dekady i możemy nie dożyć by zobaczyć ich cel. Oby wojny nie było.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @onyx 27 lipca 2019 01:50
27 lipca 2019 06:24

Zazwyczaj zmiany przygotowywane są na długie dekady przed.

Zanim przemeblowano Europę w czasie I wojny musiały dojść do głosu idee zaszczepione po nieudanym eksperymencie zwanym Wiosną Ludów - czyli uworzenie narodów. To okres 2 czy 3 pokoleń różnicy. Bez zjednoczonych w opozycji do Habsburgów Niemiec oraz likwidacji Państwa Kościelnego wskutek zjednoczenia Włoch nie byłoby możliwe łatwe rozwalenie Rosji, Autro-Węgier i państwa Osmanów.

W latach 60-tych XIX wieku zaczęto nachalnie promować socjalizm, czego skutkiem 2 pokolenia później był wysyp socjalistycznych państw na gruzach dawnych imperiów.

Ideę zjednoczonej europy zaczęto rozpatrywać wśród elit po I wojnie, a trzy pokolenia później mamy już Imperium Europeanum (w jakim jest stanie to inna sprawa), choć działania zjednoczeniowe podjęto uż wcześniej.

Fachowo nazywa się to metodą gotowania żaby

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @Pioter 27 lipca 2019 06:24
27 lipca 2019 09:06

Fachowo nazywa się to metodą gotowania żaby

 

Z tym gotowaniem to tylko tak metaforycznie, bowiem pono żaba wyskakuje. Metafora pozostaje. Gotują się zwoje mózgowe a wszystko pod hasłem: Musimy dużo wiedzieć aby wiedzieć jak mało wiemy...

zaloguj się by móc komentować

qwerty @smieciu
27 lipca 2019 10:13

Problem tkwi w systemach prawnych, które są nie do pogodzenia co stanowi też o tym jakim narzędziem podboju jest zarządzanie kasą

zaloguj się by móc komentować

smieciu @Szczodrocha33 27 lipca 2019 00:53
27 lipca 2019 11:26

Ale kto to są owi Brytyjczycy? Co oni mają do powiedzenia?

O tym właśnie piszę. Dlaczego zarządowi Wielkiej Brytanii ma przeszkadzać że UE staje się biurokratycznym molochem? Czy ten argument był podnoszony podczas kampanii brexitowej? Nie mówiąc o tym że dokładnie w tym kierunku od dawna dąży UE. Bycia wielkim centralnie zarządzanym biurokratycznym molochem, który będzie realizować cele jego zarządu. Które nie muszą w ogóle polegać na tym by UE była sprawna, by ludziom w niej żyło się lepiej.

Interesujące jest że i Morawiecki i taka von der Leyen swoje umiejętności potrzebne do zrobienia kariery politycznej zdobywała w Londynie czy USA. Ogólnie jest to typowa droga większości polityków. Bankierska lub Londyńska. Dlaczego nie sądzić więc że zamiast niemieckich UE realizuje interesy anglosaskie? A skoro tak to w sumie jakie ma znaczenie czy Londyn będzie dyrygować UE z zewnątrz czy od środka. Przy czym to drugie wydaje się być logiczniejsze w takim układzie.

Poza tym czy Wielka Brytania nie jest taką UE w pigułce? Awangardą? Cieszymy się że Polki w UK mają dużo dzieci. Ale to jak cieszyć się że Cyganki czy Hinduski w Polsce mają ich dużo. Mamy z tego powodu stawiać UK za wzór? Tzn. chodzi o to że imigrancki tygiel tworzący nowy naród działa w UK sprawnie a statej UE niesprawnie i dlatego Brexit jest porządany? A my powinniśmy popierać tego typu rozwiązania? Przecież LGBT itp. tak samo ma korzenie z W. Brytani. Ilu przykładowo artystów homo/trans itp. wywodzi się z UK, chyba niemal wszyscy. Albo szkoła. Ostatnio rozmawiałem ze znajomymi emigrantami w UK, którzy przyjechali z córką 12-letnią. Rozmowa w pewnym momencie zeszła na to że ta mała chce sobie zrobić kolczyk w pępku bo inne dziewczyny już mają. Matka udaje że tego nie chce, córka się upiera a ja się patrzę na nich jak na dziwolągów. Ale Matka mi tłumaczy że tam tak jest. Wszystko szybciej. Dziewczynki już mają chłopaków itd. Ok. I pod tym względem więc też UK jest do przodu.

Więc może faktycznie o to chodzi. Stara UE jest za wolna i Brytole to widzą. Trzeba wyjść z UE bo nagroda czeka tylko na najszybszych postępowej awangardy. Tak to chyba należy rozumieć? Ci najszybsi dostaną w nagrodę kasę a przecież o nic innego nie chodzi.

 

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @smieciu
27 lipca 2019 14:13

K A S A,

i władza nad swiatem

 

 Z.Brzeziński "Wielka Szachownica" 

tzw. doktryna Brzezińskiego



s 35. "Ogromna eurazjatycka szachownica o dziwnym kształcie - rozciągająca się od Lizbony do Władywostoku - stanowi pole "gry". Jeżeli obszar środkowy znajdzie się w orbicie rozszerzających się wpływów Zachodu (gdzie dominuje Ameryka), jeśli region południowy nie stanie się domeną jednego gracza i jeśli część wschodnia nie zostanie zjednoczona w taki sposób, że Ameryka utraci swoje przyczółki na obrzeżu, można będzie powiedzieć, że Stany Zjednoczone zdobyły przewagę. Ale jeśli środek szachownicy odrzuci wpływy Zachodu i stanie się silną, ekspansywną całością, jeśli zdobędzie kontrolę nad południem albo zawrze sojusz z potężnym graczem ze wschodu, wówczas wpływy amerykańskie w Eurazji dramatycznie się skurczą. To samo wydarzy się, jeśli dwóch dużych wschodnich graczy zdoła się w jakiś sposób zjednoczyć. Na koniec, gdyby zachodni sojusznicy Ameryki zmusili ją do opuszczenia jej przyczółka na zachodnich krańcach kontynentu, oznaczałoby to automatycznie kres amerykańskiego udziału w .grze na szachownicy eurazjatyckiej i zapewne doprowadziłoby także do ostatecznego podporządkowania zachodniego krańca kontynentu wzmocnio- nemu graczowi zajmującemu środek planszy."
 

brexit- nudy...

https://www.youtube.com/watch?v=WaiJtLrEwVU  

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @ikony58 27 lipca 2019 14:13
28 lipca 2019 07:41

str. 39

"Krótko mówiąc, geostrategia eurazjatycka Stanów Zjednoczonych powinna polegać na przemyślanym oddziaływaniu na państwa dynamiczne geostrategicznie i na ostrożnym manipulowaniu państwami pełniącymi rolę katalizatorów, zgodnie z dwoma celami Ameryki: krótkoterminowym, polegającym na utrzymaniu swojej bezprecedensowej hegemonii w świecie, i długoterminowym, skupionym na przeobrażeniu tej hegemonii w coraz bardziej zinstytucjonalizowaną współpracę międzynarodową. Aby wyrazić to językiem pochodzącym z bardziej brutalnej epoki starożytnych imperiów, trzy wielkie cele imperialnej geostrategii powinny być następujące: przeciwdziałać spiskom wasali i utrzymywać ich zależność militarną, dbać o bezpieczeństwo lenników i czynić ich uległymi, a także nie dopuszczać. by barbarzyńcy się jednoczyli."
 



s 53."Jednym z problemów tego niestabilnego regionu może być zagrożenie dla prymatu Ameryki ze strony islamskiego fundamentalizmu. Wykorzystując fanatyczną nienawiść do amerykańskiego stylu życia i konflikt arabsko-izraelski, fundamentaliści islamscy mogliby podkopać kilka prozachodnich rządów bliskowschodnich i zagrozić interesom regionalnym Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w Zatoce Perskiej. Jednakże niejednorodność polityczna i brak choć jednego autentycznie potężnego mocarstwa islamskiego powoduje, że zagrożenie ze strony islamskiego fundamentalizmu raczej nie będzie miało dużej wagi geopolitycznej i wyrazi się prawdopodobnie w rozproszonych aktach przemocy."

zaloguj się by móc komentować

klon @smieciu
28 lipca 2019 11:12

Dlaczego mam odczucie że Brzeziński "musiał" najwieksze zagrożenie znaleźć wsród państ arabskich ? :-) 

A tutaj chyba się "pomylił":

>>>  "(...) Jednakże niejednorodność polityczna i brak choć jednego autentycznie potężnego mocarstwa islamskiego powoduje, że zagrożenie ze strony islamskiego fundamentalizmu raczej nie będzie miało dużej wagi geopolitycznej i wyrazi się prawdopodobnie w rozproszonych aktach przemocy."<<<

Czyżby zapomniał o Iranie ? / w którym roku została wydana "Wielka szachowniaca" ? /

zaloguj się by móc komentować

klon @smieciu
28 lipca 2019 11:13

Sorki, to miało być do:  ikony58

zaloguj się by móc komentować

smieciu @smieciu
28 lipca 2019 13:23

Brzezińskiego należy według mnie potraktować jako scenarzystę. W czasach, których pisał były to zasadniczo abstrakcje. USA były siłą całkowicie dominującą, gospodarczo militarnie, po prostu totalny hegemon. Mogli zorganizować świat po swojemu. Całkowicie unikając tych wydumanych problemów Brzezińskiego.

Brzeziński napisał to co USA powinny zrobić by światu wydawało sie że jest inaczej. Czyli trzeba stworzyć Chiny, rozkręcić konflikty na Bliskimi i Środkowym Wschodzie itd. Dzisiaj gra za wizjonera. Dzięki temu że najpierw zainwestowano w stworzenie szachownicy, na której teraz można pogrywać. Tak jak to sobie ktoś tam wymarzył.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować